Strona główna » Artykuł » Berg Heil - relacja z wyjazdu Darka Radłowskiego i Michała Lewandowskiego do Höllentalu, 26.04-04.05.2014

Berg Heil - relacja z wyjazdu Darka Radłowskiego i Michała Lewandowskiego do Höllentalu, 26.04-04.05.2014

– relacjonuje Michał Lewandowski

W 2014 roku razem z Darkiem Radłowskim postanowiliśmy spróbować swoich sił w górach. Żadne z nas nigdy wcześniej nie wspinało się poza skałami, więc tylko teoretycznie zdawaliśmy sobie sprawę z różnic pomiędzy wspinaniem na dłuższych, wielowyciągowych drogach, a tym co już znaliśmy – wspinaniem sportowym. Nasz wybór padł na austriacki Höllental.

25 kwietnia wyruszyliśmy z Łodzi na naszą pierwszą górską przygodę wspinaczkową. Spakowani w samochód Dzielnego Kierowcy Darka, razem z Kasią Radłowską, dojechaliśmy do Bytomia po dwójkę naszych znajomych: Monikę Oleryk i Damiana Nycha, którzy towarzyszyli nam w dalszej podroży i eksploracji. Zaopatrzeni w topo, cenne rady kolegów oraz linę połówkową pożyczoną od Grendiego, wyruszyliśmy na nasz trip. Darek prowadził cały czas, a jego biologiczny tachograf tylko raz nakazał mu krótki odpoczynek. Za bazę wypadowo-noclegową miał nam posłużyć darmowy kemping w miejscowości Kaiserbrunn. Przejazd ze Śląska do Höllentalu w sobotę 26 kwietnia przebiegł bezproblemowo. Biwak, prócz trzech namiotów, był pusty, co miało się drastycznie zmienić, gdy rozpoczął się w Polsce majowy weekend.

Poranek po przyjeździe, jak to zwykle bywa w nowym rejonie, „spędziliśmy miło” na poszukiwaniu wybranego wcześniej sektora wspinaczkowego. Za jedną z zalet Höllentalu uznaje się dostępność dróg. Owszem, góry są pięknie blisko od drogi, która mknie przez dolinę, ale mieliśmy małe problemy z przypasowaniem właściwej ściany skalnej do sektorów z naszego topo. Po mniej więcej dwóch godzinach „burzy mózgów”, przesłuchiwania lokalnych wspinaczy i „macania” skały, odnaleźliśmy linie, które nas interesowały. Po pierwszych trudnościach z lokalizacją oraz wstawce w jedną drogę, zostaliśmy nagrodzeni deszczykiem, który spędził nas do obozowiska kończąc działalność tego dnia. A tam w przytulnych namiotach, w niewielkim jeszcze stopniu podtopionych, z zaangażowaniem planowaliśmy kolejne cele wspinaczkowe.

Prognoza pogody trochę odstraszała od tej ekspedycji. Przelotne deszcze (burze) miały występować przez cały okres naszego pobytu w Höllentalu. Szczęście nam jednak sprzyjało, gdyż częste acz niewielkie opady tylko w niewielkim stopniu pokrzyżowały nam plany. W czasie jednego wyjątkowo deszczowego dnia zmieniliśmy rejon na pobliski, sportowy Adlitzgraben z pięknymi przewieszonymi drogami, których woda się nie imała.

Wspinanie w następne dni wyglądało dużo lepiej. Orientowaliśmy się już w terenie, a krążące dookoła doliny burze najczęściej nas tylko straszyły i nie przeszkadzały we wspinaniu. Skały po deszczu szybko wysychały, w przeciwieństwie do kempingu i naszych namiotów. Porzuciliśmy krótkie sportowe drogi, od których zaczęliśmy, na rzecz dłuższych, łatwych linii wielowyciągowych. Z racji naszego niewielkiego doświadczenia wspinaliśmy się w dwóch zespołach: Darek z Kasią oraz ja z Moniką i Damianem, jeden zespół za drugim aby w razie problemów móc sobie wzajemnie pomóc (no wiadomo: w kupie raźniej). Najczęściej w ciągu dnia udawało nam się zrobić jedną „około” pięciowyciągową drogę plus dla nie zmordowanych jakieś krótkie, „na sportowo”.

W górach Höllentalu wspinało mi się bardzo dobrze, gdyż tamtejsza skała ma świetne tarcie. Większość dróg posiada komplet punktów asekuracyjnych i stanowisk, wiec o dodatkową, własną asekurację też nie trzeba się martwić. Dla mnie niemiłym doświadczeniem były zjazdy, często w połogim, pełnym krzaków i drzew terenie, które nie ułatwiały znalezienia stanowiska i zdarzyło się, że budowałem stan z drzewa gatunku pinia pancerna. Mieliśmy też przyjemność z bliska oglądać małą lawinę kamieni. To był wątpliwy urok niektórych dróg, gdzieniegdzie było bardzo krucho z mnóstwem skalnego luzu.

Reasumując, Höllental urzekł mnie swoim malowniczym pięknem. Widok szczytów wyłaniających się z mgły o poranku... Samo wspinanie jest przyjemne, dobre tarcie, bogactwo klam, no i nie trzeba za dużo maszerować. Darmowy kemping oraz dobra baza zaopatrzeniowa w pobliskich miasteczkach to też niewątpliwy plus. Na nasze szczęście przyjechaliśmy kilka dni przed długim weekendem, gdyż później trudno było znaleźć wolne miejsce na polskim biwaku, który został mocno podtopiony i wiele namiotów „stało na wodzie”. Za minus mogę uznać tylko to co podobno w górach oczywiste: mała lawinka, spadające kamienie czy niespodziewane burze.

Jednym słowem: w miły i delikatny sposób dowiedzieliśmy się czym różni się wspinanie w skałkach od wspinania w górach, nawet na łatwych technicznie drogach. Wejść łatwo, gorzej zejść, zwłaszcza w perspektywie nadciągającej burzy i bijących piorunów.

Bardzo chętnie pojadę tam ponownie...

Nie zapominajcie tylko słuchać rad bardziej doświadczonych wspinaczy. Tutaj wypada podziękować kolegom oraz Akademickiemu Klubowi Górskiemu w Łodzi za cenne wskazówki wyjazdowo-wspinaczkowe, topo i sprzęt, dzięki czemu wyjazd nasz doszedł do skutku i wszyscy powrócili bezpiecznie do domu.

Dziękujemy

Michał & Darek

 

Hollental-1

Koniec drogi.
— Dobra, teraz fota do relacji z wyjazdu...
— Chłopaki, asekurujecie?

 

Hollental-2

Ćwiczenia terenowe

 

Hollental-3

Kaiserbrunn o poranku

 

Hollental-4

Asekurant

 

Hollental-5

Five Teens

 

Odwiedź nas na facebooku
Kontakt

Akademicki Klub Górski
ul. Piotrkowska 132
90-062 Łódź

mail:

Paweł Pustelnik
tel. 605 054 266

Katarzyna Piłat
tel. 509 824 418

Partnerzy




Wspieramy