Strona główna » Artykuł » Przygody wspinaczkowe na Gran Canarii spisane przez Tibora (III-IV 2003)

Gran Canaria

marzec-kwiecień 2003

Tibor Kochaniak



To był jeden z tych mocno zakręconych, nieplanowanych wyjazdów:
Zima, koniec lutego, urodziny Agi, impreza w domu trwa na całego, odbieram dzwoniący telefon:
- Cześć, jest fucha - robota na wysokości.
- Ooo, fajnie! A gdzie?
- Na Kanarach.
- Kiedy?
- Wyjazd za 5 dni. Jedziesz?
- Zastanowię się....

To brzmi nierealnie, zwłaszcza kiedy cały świat na około wiruje. Ale po dwóch dniach trzeźwego myślenia już wiem - JADĘ!!! Kolejne dni upływają na przygotowaniach i załatwianiu tysiąca spraw przed wyjazdem. Buszuję też po necie w poszukiwaniu informacji o rejonach wspinaczkowych. Niestety na Gran Canarii można robić wszystko, ale jakoś o wspinaniu nikt nie wspomina. Na wszelki jednak wypadek wrzucam do plecaka buty i woreczek - może coś się znajdzie do załojenia.


Po przylocie i pierwszym tygodniu pobytu właściwie wiem na pewno: mimo iż wyspa jest piękna i górzysta, to skał do wspinania tu raczej nie ma - sam piach, luźne kamory i kruszące się, zwietrzałe zbocza. Trochę mi smutno z tego powodu. Tyle czasu nie dotknę żadnej skały....


Dolina Barranco de Fataga Drugiej niedzieli, jedziemy naszym samochodem na wycieczkę po górach. Droga wiedzie wąskimi, krętymi serpentynami. Podziwiamy okolicę z okien. Wreszcie zatrzymujemy się przy punkcie widokowym. Miejsce jest bardzo ładne - widać tamę, za nią zieloną wodę, a pod nami dość stromą, ale niegłęboką dolinę. Nagle na przeciwległej ścianie zauważamy kogoś wspinającego się, a po bliższym przyjrzeniu się skale, wypatrujemy kilka rządków ledwo widocznych, błyszczących punkcików - to spity! Hurra!!! Tu da się wspinać! Pozostaje tylko pytanie jak tam dotrzeć?


Dojazd kamienistą drogą do Fatagi Wracamy się samochodem do miejsca gdzie widzieliśmy ostatni zjazd. Droga wiedzie stromo w dół po kamorach. Zjeżdżamy na dno doliny na końcu której widać betonową ścianę zapory. Po drodze przed nami wyrasta jednak wybetonowany tunel, strasznie wąski, ale wystarczająco duży, żeby do niego wjechać. Po krótkim namyśle stwierdzamy, że skoro nie widzieliśmy jeszcze zaparkowanych samochodów miejscowych to widocznie oni też jadą dalej tędy. Po 100 metrach jest już zupełnie ciemno, a ja zaczynam się zastanawiać czy jesteśmy już pod tamą, czy jeszcze nie, i jak często spuszczają wodę ze zbiornika. Dwaj koledzy speleolodzy są podnieceni i świetnie się bawią, ale mnie to jakoś wcale nie rajcuje. Wreszcie wyjeżdżamy na mały, zalany słońcem plac, gdzie zostawiamy samochód i jazda pod ścianę. Euforia sięga zenitu!

Ściany Fatagi Miejsce do którego dotarliśmy nazywa się Barranco de Fataga - piękna dolinka otoczona skalistymi zboczami, na dnie której rosną palmy i bambusy. Dla nas liczy się jednak tylko 25-40 metrowa ściana ciągnąca się na długości 200 metrów. Drogi są jednowyciągowe i jest ich raptem może ze 30. Skała jest ciemna - głównie brunatno-brązowa, a miejscami nawet czarna. Niestety nie wszędzie jest ona lita. Drogi obite prowadzą przez w miarę wyczyszczone z bloków połacie (zdarzało się jednak, że ostukany spit dudnił głucho, podnosząc poziom adrenaliny). Dodatkowym problemem jest wybetonowane u podstawy ściany koryto (zawsze suche), przeznaczone dla wody płynącej z tamy, przez które start do niektórych dróg bywa kłopotliwy i dość ryzykowny. Z rozmowy z lokalsami wynika że jest tylko kilka łatwych dróg - reszta to siódemki i ósemki.


Wspinanie w czarnej skale

Nie mając żadnego przewodnika uderzamy na chybił trafił, na łatwo wyglądające z dołu drogi. To się nazywa prawdziwy on-sight! Pierwsze dwie drogi w płycie robię czysto, ale na kolejnych idzie mi gorzej - mini przewieszki skutecznie mnie zrzucają. "Nie szkodzi" - myślę sobie - "przy okazji opanuję technikę lotów".


I tak, przez następne 3 tygodnie każdą niedziele spędzamy łojąc ściany Fatagi...

I kolejna płyta



Barranco de Santa Lucia Pewnego dnia zagadujemy w robocie hiszpańskich kolegów "wysokościowców". Okazuje się, że oni również się wspinają i znają wyspę na wylot. W ruch idą mapy, notesy i długopisy. Wypytujemy się ich o wszystkie rejony wspinaczkowe, sklepy ze sprzętem a nawet sztuczne ścianki. Dla nas wspaniałą wiadomością jest to, że na Gran Canarii są cztery rejony gdzie można łoić. Oprócz odkrytej przez nas Fatagi są to: Barranco de Santa Lucia, Ayacata i Tamadaba. Dzięki tym informacjom kolejną niedzielę planujemy spędzić w innym rejonie niż dotychczas. Wreszcie coś nowego....


Głazy, bambusy i rzeczka - taka magiczna Santa Lucia Najłatwiej dostępna wydaje się nam Santa Lucia, leżąca w sąsiedniej do Fatagi wielkiej dolinie. Znalezienie tego rejonu wcale nie jest jednak takie proste i pomimo posiadanego opisu mamy spore kłopoty z lokalizacją ścian. Tym razem skałki położone są w krętej dolinie powyżej zbiornika wodnego. Aby tam dotrzeć trzeba przedzierać się na zmianę pomiędzy ogromnymi głazami, kępami bambusa i leniwie płynącego tu i ówdzie zielonego, zaglonionego strumyka. Idąc tam czujemy się jak na wyprawie w nieznane - za każdym zakrętem pojawiają się coraz to nowe fantastycznie urzeźbione ściany, z pięknymi formacjami czekającymi tylko na ich przejście.


Bulderki w dolinie Mimo że żaden z nas nie boulderuje to mijane mega-kamory aż proszą się o przystawki. My jednak po pierwszych oględzinach rejonu upatrujemy sobie dwie drogi: jedna wiedzie długim na 20 metrów odpęknięciem - idealnym do dülferka, a druga środkiem trójkątnej, pionującej się płyty. I znów scenariusz jest podobny: podchodzimy pod nie, robimy je (nie są wcale dla mnie takie łatwe), a potem pytamy miejscowych o nazwy i wyceny. Okazuje się, że to najtrudniejsze drogi jakie do tej pory robiliśmy! I tak, urzeczeni ich pięknem planujemy, że wypuścimy na nie też przypakowaną po ściance Aga-cką, która niebawem ma do mnie dolecieć.


Kolejne trzy niedziele spędzamy już w Santa Luci....


Wejście w dolinę Niestety po przylocie Agi udaje się nam odwiedzić już tylko Santa Lucie. Rzeczywiście ścianka zaprocentowała! Przejście całej 20 metrowej drogi w odciągach, nie sprawia jej większych problemów. Także "trójkątna płyta" puszcza. Co prawda trudną wpinkę z fakera robi tak jak my, czyli w dygotkach, ale drogę prowadzi czysto. Na pozostałe "specjały" przygotowane przez nas już nie ma czasu. Jest bardzo niepocieszona, ale co zrobić....

Dülfer na całego! Rest przed trudnościami Grzesiek w okapiku


Kamulec w parku To nie koniec naszych wspinaczkowych przygód na Gran Canarii...


Otóż pewnego dnia zwiedzając Las Palmas odkrywamy w parku ściankę wspinaczkową. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jest to sztucznie zrobiony kamor, lekko pochylony, w kształcie obeliska, o wysokości ok. 6m. Powierzchnia jego jest urzeźbiona - są stopnie, ryski, krawądki, odciągi, oblaki, a dodatkowo poprzykręcano chwyty. No i oczywiście całość jest obita. A ponieważ jest to kraj cywilizowany, więc kamulec jest ogólnie dostępny dla wszystkich. Oczywiście takiej okazji nie można przepuścić. Parę dni później wybieramy się tam po robocie z pełnym ekwipunkiem. Łoimy systematycznie kolejne drogi na około. Dopiero zachód słońca i głód przegania nas do domu...


Roco Nublo - okolice Ayacaty I to by było wszystko jeśli chodzi o nasze kanaryjskie wspinanie. Na nasze nieszczęście, podczas ostatniej wycieczki po wyspie przejeżdżamy koło wspominanej Ayacaty. Widok żółto-pomarańczowej ściany w świetle zachodzącego słońca jest cudowny. Położona wysoko w górach, przypomina kształtem głowę cukru. Wiedzieliśmy że jest spora, ale dopiero teraz widać, że drogi mogą mieć 4-5 wyciągów, a jest ich tam raptem 20. Takiego widoku się nie zapomina. Cóż, szkoda że tu nie dotarliśmy wcześniej. Może jednak kiedyś wrócimy....



Tibor


I na koniec jeszcze kilka zdjęć.


Aga przy prowadzeniu "trójkątnej płyty"
Tym razem ja na płycie W drodze do Santa Luci Wspinanie w Santa Luci

 

Odwiedź nas na facebooku
Kontakt

Akademicki Klub Górski
ul. Piotrkowska 132
90-062 Łódź

mail:

Paweł Pustelnik
tel. 605 054 266

Katarzyna Piłat
tel. 509 824 418

Partnerzy




Wspieramy