Strona główna » Artykuł » Yosemite 2006 - krótkie streszczenie tegorocznych dokonań Adama i Pawła Pustelników.

Yosemite

12 maja - 12 czerwca 2006

Adam Pustelnik


 

Naszym głównym celem wyjazdu było dokończenie zeszłorocznej przygody z doliny i przejście El Capitana w pełni klasycznie drogą Salathe Wall. Już na przyjeździe do doliny okazało się, że będzie to cel nieosiągalny. Po wyjątkowo długiej zimie i zaskakująco ciepłej wiośnie ilość wody w rzekach i na ścianach przekroczyła normy i tym samym wiele formacji płynęło. Na Salathe była to kwestia tylko jednego wyciągu ("The Sewer" czyli ściek) niemniej nie chcieliśmy ryzykować powtórki z zeszłego roku.

Przez pierwsze dwa tygodnie próbowaliśmy się rozwspinać i przygotować do akcji na El Capitanie i innych długich drogach, jednak z różnych powodów nasze działania były bardzo powolne i przynosiły kiepskie efekty. Na początku nie potrafiliśmy się przyzwyczaić do strasznych jak na tą porę roku upałów. Potem przy podejściu pod ścianę Paweł wbił sobie pod skórę 10cm kawałek drewna, co kosztowało go 500$ w lokalnym szpitalu i parę dni restu. Następnie wraz z długo oczekiwanym ochłodzeniem przyszły deszcze, a kiedy już zdołaliśmy wbić się w ścianę (w Lurking Fear na El Capie) z 4 wyciągu zrzucił nas grad ze śniegiem. No, ale zła passa nie może trwać wiecznie.

West Face na Leaning Tower (fot. Corey Rich) Pierwszą "poważną" drogą, którą spróbowaliśmy po niecałych dwóch tygodniach od przyjazdu, był West Face (V, 5.13b, A0, 10 wyciągów) na Leaning Tower. Jest to ta sama turnia, z której nieszczęśliwie skakał Dan Osman. West Face jest jedną z łatwiejszych hakówek w dolinie. My chcieliśmy ją przejść w jeden dzień i jak najbardziej klasycznie. Nie znaleziono jeszcze mianowicie klasycznego wariantu przejścia dwóch pierwszych drabin boltowych. Pozostałe 8 wyciągów ma maksymalne trudności 5.13b (8a) przy czym tylko dwa mają wycenę 5.11c a pozostałe 5 to 5.12'ki. Przymierzając się do próby OS sam chciałem prowadzić wszystkie wyciągi (oprócz drabin boltowych), dlatego też pierwsza próba na drodze przypadła na okres, kiedy Pawła ręka była jeszcze "kontuzjowana" i nie mógł się on zbyt dużo wspinać.

Leaning Tower i Bridalveill Falls W ścianę wbiliśmy się wcześnie rano, ale fakt, że była to pierwsza nasza dłuższa niż 5 wyciągów droga brutalnie odbił się na naszych działaniach. Pod względem trudności technicznych była to najtrudniejsza droga, jaką próbowaliśmy do tej pory w dolinie, a nie byliśmy do niej naprawdę dobrze przygotowani. Brakowało mi po prostu pary, choć start wyglądał całkiem obiecująco. Zaskakując samego siebie przeszedłem od strzału kluczowy (wycenowo) 4 i 5 wyciąg i z jednym lotem po wyślizgnięciu się, dotarliśmy pod przedostatni wyciąg. Tam jednak braki kondycyjne uniemożliwiły dalsze wspinanie w stylu klasycznym. Kiedy skurcze w obu rękach następowały za każdą próbą wpięcia ekspresu, a przy złapaniu klamy jedynym pomysłem na to jak z niej zadać było dołożenie drugiej ręki do nadgarstka, uznałem że pora zacząć zadawać z haków jeżeli do wieczora chcemy wyjść ze ściany.

Po przejściu Leaning Tower Po 10 godzinach walki, wyprzedzeniu 2 zespołów, z dużą ilością szpeju (jak się okazało zbyt dużą jak na drogę, na której jest dużo stałych punktów), ale zbyt małą ilością siły po raz pierwszy na tym wyjeździe stanęliśmy na szczycie Leaning Tower. Po jakichś 10 dniach wróciliśmy na West Face by samemu prowadząc każdy wyciąg przejść go w 5godzin 50min. Tym razem na drodze spotkaliśmy tylko jeden zespół i to na samym topie. Dla nich był to trzeci dzień wspinaczki...

Pancake Flake tu za 5.10a - 23 wyciąg Nosa Między jednym a drugim atakiem na Leaning Tower zrobiliśmy swoją pierwszą drogę podczas tego wyjazdu na El Capitanie - The Nose (VI, 5.12d, 2 wyciągi C2, 31 wyciągów). Pierwszego dnia - w poniedziałek - wspięliśmy się tylko do Sickle Ledge (5 wyciąg) i wyholowaliśmy tam wora, a sami zjechaliśmy na dół, żeby następnego dnia z rana zarejestrować się na camp 4. We wtorek rano po małej awanturze z rangerem i przeniesieniu namiotu uderzyliśmy w ścianę z zamiarem spędzenia na niej 3 dni i klasycznego przejścia wszystkiego oprócz The Roof i Changing Corners. Przy tym założeniu techniczne trudności drogi dochodzą do 5.12d (7c).

Małpowanie przez Changing Corners Wspinanie szło nam bardzo zmiennie. Pierwszego dnia byliśmy bardzo wolni i mimo że nie byliśmy blokowani przez nikogo urobiliśmy zaledwie 6 wyciągów. Co prawda po drodze musiałem powtórzyć, jak się później okazało, najtrudniejszy wyciąg na drodze - delikatnie połogie 5.12a prowadzące do Stoveleg Cracks, niemniej biwak na Dolt Tower nie wróżył dobrego czasu. Drugiego dnia szło już o wiele lepiej, do momentu, kiedy na Camp 4 spędziliśmy prawie 4 godziny czekając aż zespół nad nami ruszy się ze stanowiska. Od tego czasu niezależnie czy trzeba było powtarzać wyciąg żeby go przejść klasycznie, czy trzeba było przehaczyć kawałek (The Roof albo Changing Corners), regularnie spotykaliśmy się z zespołem nad nami i czekaliśmy aż stan się zwolni. Szczęśliwie nie zwolniliśmy na tyle żeby musieć spędzić w ścianie jeden dzień więcej i w czwartek wieczorem spokojnie mogliśmy rozłożyć się w śpiworach na szczycie EL Capa... Tymczasem niecałe 20 min. od nas nieoczekiwany biwak po zakończeniu West Face łapali Blondas z Sokołem, ale to ich historia...

Gold Wall wyciąg 6 przez komin w dachu Po przejściu Nosa i Leaning Tower zostało nam 5 dni akcji, co oznaczało najwyżej dwie drogi. Pierwszą z nich była Gold Wall (V, 5.13a, 11 wyciągów) na ścianie Ribbon Falls - wodospadu zaraz na lewo od El Capa. Kluczowy na drodze jest pierwszy wyciąg (5.13a) który jest uklasycznieniem drabiny boltowej. Po doświadczeniach z Leaning Tower wydawało się, że nie powinien on sprawić większych problemów, jednak jego przejście zajęło mi bardzo dużo czasu. Po pierwsze długo nie mogłem znaleźć patentu na jego przejście - strzał nogą do stopnia na wysokości pasa:)). Po drugie, w przeciwieństwie do tego, co mówi przewodnik, wodospad MA wpływ na warunki na drodze! Pierwsze dwa wyciągi mimo pięknego błękitnego nieba wspinaliśmy się w rzadkiej mżawce przechodzącej w rzęsisty "kapuśniaczek". Szczęśliwie dana nam była godzina bez wiatru a tym samym i bez bryzy, kiedy to kluczowy wyciąg zdołał wyschnąć na tyle żeby dało się go zrobić. Po startowych trudnościach droga nie ma więcej jak 5.10 - trzeba jednak pamiętać, że nawet łatwe rysy w dolinie są wymagające. Szczególnym doświadczeniem był 6 wyciąg prowadzący kominem w środku okapu. Z czasem komin zamykał się od góry a jedynym wyjściem jest pół metrowa szpara w przedniej ścianie komina prowadząca prosto w ekspozycję.

Linia Lurking Fear zaznaczona na zielono (fot. Tom Frost, www.supertopo.com)

Ostatnią drogą, którą zrobiliśmy podczas tego wyjazdu była Lurking Fear (VI, 5.7, C2F, 19 wyciągów, 13h) na El Capitanie. Była to nasza druga próba na niej, po wcześniejszych niepowodzeniach spowodowanych złą pogodą. Założenie było bardzo proste - wejść w jeden dzień na El Capa. Mimo że droga cała jest uklasyczniona i zdecydowaną większość jej wyciągów można śmiało próbować klasycznie, jednak w ten sposób musielibyśmy spędzić na ścianie kilka dni a chcieliśmy sprawdzić jak najszybciej umiemy poruszać się do góry. Wspinaliśmy się mieszając hakówkę z klasyką i stosowaliśmy "short fixing" oraz "back cleaning", co też było dla nas nowym doświadczenie. Drogę przeszliśmy w 13 godzin, co dla nas jest wynikiem w pełni satysfakcjonującym.

Po zejściu z El Capa czekała nas... noc pod El Capem i następnego dnia w południe zaczęliśmy powrót do domu.

 

 

 

 

Adam Pustelnik

 

Pozdrawiamy!

Wykaz przejść:

  • Leaning Tower - West Face (V, 5.13b, A0, 10 wyciągów, 5h 50 min.)
  • Ribbon Falls Area - Gold Wall (V, 5.13a, 11 wyciągów)
  • El Capitan - The Nose (VI, 5.12d, 2 wyciągi C1, 31 wyciągów, 3 dni w ścianie)
  • El Capitan - Lurking Fear (VI, 5.7, C2F, 19 wyciągów, 13h)
  • Shults Ridge - Moratorium 5.11c, 3 wyciągi OS

     

    Dziękujemy bardzo za wsparcie w wyjeździe Polskiemu Związkowi Alpinizmu, a także naszym sponsorom i innym firmom, bez których wyjazd ten nie doszedłby do skutku:

  • Hi Mountain
  • AMC Beal
  • Tenaya
  • Lhotse

     



 

Odwiedź nas na facebooku
Kontakt

Akademicki Klub Górski
ul. Piotrkowska 132
90-062 Łódź

mail:

Paweł Pustelnik
tel. 605 054 266

Katarzyna Piłat
tel. 509 824 418

Partnerzy




Wspieramy