Piz Badile
14 stycznia 2013 20:55

Piz BadilePo tamtej stronie chmur Pomysł wyjazdu do Szwajcarii zrodził się w naszych głowach kilka tygodni przed wakacjami. Kilku zapaleńców i miłośników górskiego wspinania postanowiło obrać za główny cel podróży słynną drogę Cassina na Piz Badile w Alpach Szwajcarskich. Każdy z nas szukał na własną rękę jakichkolwiek informacji, na temat tamtych rejonów. Interesowała nas przede wszystkim topografia, schematy dróg, klimat, jak również bardziej przyziemne sprawy jak warunki bytowe, ceny paliwa i jedzonka. Na początku było wielu chętnych, którzy z aprobatą spoglądali na wysoko w chmurach zawieszony szczyt Badile. Jednak z czasem nieubłaganie przybliżającym nas do dnia wyjazdu, nasza grupa skurczyła się do czterech wytrwałych i nieustraszonych osób. Są nimi: Paweł Pustelnik - "Pusty", Grzegorz Kowalski - "Kinder", Artur Klikowski - "Kliki" i ja, chyba najskromniejszy z tej grupy:). Jak każda szanująca się polska wyprawa stawiamy na oszczędność. I tak wyruszamy malutkim samochodzikiem Punto Bianco, w którym po załadowaniu wszystkich worów, lin, sprzętu biwakowego i wspinaczkowego, kierowca po wielu przymiarkach musi skurczyć się jeszcze o połowę. Ale udało się, nareszcie w drodze!!!Naszym celem był Badile, ale bez aklimatyzacji i odpowiedniego przygotowania się nie było mowy o wspinie linią Cassina. Strategia nasza obejmowała dwu tygodniową aklimatyzację w Alpach Szwajcarskich, w rejonie przełęczy Furka Pass (ok.2100 m n.p.m.). Furka Pass to nic innego jak baza wojskowa, która służy w okresie zimowym jako schroninie dla wojska białego krzyża. Latem jest opustoszała i pozostawiona bez żadnej opieki. Napotykamy tam na zaledwie kilka namiocików, należących do wspinaczy z różnych stron świata. Z przełęczy rozpościera się niesamowity widok. Z jednej strony pietrzące się ściany Klein Buhlenhornu i Gross Buhlenhornu, odwracając głowę w przeciwnym kierunku widzimy już wielki lodowiec, a w oddali najwyższe szczyty. Tu ścierają się dwa …

• • •
Weekend majowy w Paklenicy
14 stycznia 2013 20:53

Weekend majowy w PaklenicyLegendarne już chyba święto dla polskich wspinaczy. W przeważającej ilości przypadków, w tym również dla mnie pierwsza możliwość dłuższego kontaktu ze skałą. Cel Chorwacja, a zatem wąwóz Velika Paklenica. 25 kwiecień, opuszczamy Łódź. Jedziemy w składzie Przemek, Mariusz, Zeus i ja. Podróż upływa bardzo żwawo. Po krótkim noclegu na parkingu i śniadaniu nad wodospadami Rastoke w Slunju jesteśmy na miejscu. Przed nami już tylko rytuał logowania na polu namiotowym i hajda w skały.Dzień pierwszy - "Paklenica wita nas deszczem"Wąwóz Velika Paklenica leży na terenie Parku Narodowego do którego wstęp jest oczywiście płatny. Bogaci w doświadczenia sprzed roku, przyjmujemy taktykę wczesnej pobudki wg. założenia że "Kto rano wstaje, temu uniknąć opłat się udaje" .Wyjeżdżamy w skały przed godziną 7.00 i z szarmanckim uśmiechem mijamy zamkniętą jeszcze kasę biletową. Dodatkową premią takiej postawy jest ponadto możliwość wjazdu na mały parking położony tuż pod skałami. Za pierwszy cel ataku obieramy sobie z Zeusem drogę "Domžalski" 6a na Stupie Anicy Kuk. Bardzo długi, przepiękny filar będący najsłynniejszą wizytówką regionu. Droga puszcza nas, choć nie bez walki. Przykrym zaskoczeniem okazuje się jednak deszcz, którego pierwsze krople pojawiają się w trakcie zjazdów. Delikatny początkowo opad przeistacza się w regularną ulewę. Koniec wspinania na …

• • •
Wojaże po Alpach, 2002r
14 stycznia 2013 20:49

Jak dwójka 'meneli' spędziła wakacje 2002 rokuczyli opowiadanko z wyjazdu w Dolomity i Alpy Francuskiezespołu Maciek Fijałkowski ('Fijał'), Andrzej Lipka ('Al')Superdiretissima (IX) na Cima GrandeSiedzimy już na Frankenjurze ponad 1,5 tygodnia... Adam napiera jak dziki, ale widać, że dopiero się rozkręca. Ma niesamowitego spręża. A mnie z Fijałem coś tego właśnie brakuje. Ale co tu ukrywać? Błądzimy już myślami po ścianach 'troszkę' jednak większych - Alpy, Marmolada... Z drugiej strony jest i strach, jak sobie tam poradzimy jak już tu nas 'gnie'. Małe doświadczenie, ale duży zapał. Ale to drugie jest chyba najważniejsze. Siedząc na tyłkach nie zdobędziemy tego doświadczenia. Czekamy na Pawła, a dokładniej namiot i trochę naszego szpeju, …

• • •
Gran Canaria
14 stycznia 2013 20:40

Przygody wspinaczkowe na Gran Canarii(03.2003-04.2003)To był jeden z tych mocno zakręconych, nieplanowanych wyjazdów:Zima, koniec lutego, urodziny Agi, impreza w domu trwa na całego, odbieram dzwoniący telefon:- Cześć, jest fucha - robota na wysokości.- Ooo, fajnie! A gdzie?- Na Kanarach.- Kiedy?- Wyjazd za 5 dni. Jedziesz?- Zastanowię się...To brzmi nierealnie, zwłaszcza kiedy cały świat na około wiruje. Ale po dwóch dniach trzeźwego myślenia już wiem - JADĘ!!! Kolejne dni upływają na przygotowaniach i załatwianiu tysiąca spraw przed wyjazdem. Buszuję też po necie w poszukiwaniu informacji o rejonach wspinaczkowych. Niestety na Gran Canarii można robić wszystko, ale jakoś o wspinaniu nikt nie wspomina. Na wszelki jednak wypadek wrzucam do plecaka buty i …

• • •
Tarn
14 stycznia 2013 20:22

Tarn OpowiedzianyW tym roku na wiosenny rozruch ruszyliśmy na 3 tygodnie do Tarnu. Dlaczego tam? Bo bardzo tęskniliśmy za prawdziwym wspinaniem, piękną skałą i południowym słońcem. Bo wszyscy, którzy byli opowiadali, że naprawdę warto. Bo widzieliśmy śliczne zdjęcia. I może jeszcze zachęcił nas pewien artykuł przeczytany w rodzimym piśmie wspinaczkowym....Tarn - tam byliśmy"... Naszą mini wyprawę do Wąwozu Tarn zaczynamy w urokliwych miejscowościach takich jak Florac czy La Malene. Łatwo tu kupić przewodniki po Jonte i Tarn. Z miejscowych kafejek roztacza się widok na rzekę i kajakarzy...."Dziś moje urodziny, jedne z najważniejszych w życiu. Dzis PKP odbiera mi zniżkę na pociągi.... Rano chóralne "Sto lat" od "współspaczy" z parteru "Ambasady". Robi mi się bardzo miło - pamiętali! Urodziny i rest-day jednego dnia - idziemy w trójkę z Szymonem i Fijałem wypocząć do La Malene. Ładne, malutkie miasteczko. Jeden spożywczy, jedna boulangeria. Trafiamy akurat w siestę - pech - trzeba poczekać 2 godziny. Gdy wreszcie sklep otwiera przed nami swoje podwoje, pewnym krokiem udajemy się w kierunku półki z boskimi francuskimi napojami w sam raz przeznaczonymi na dzień taki jak urodziny... Godzinę zegarową i trzy litry wina później siedzimy w słońcu na ławeczce na moście przerzuconym ponad rzeką Tarn i podziwiamy …

• • •
Sperlonga oczami Makara
12 stycznia 2013 22:02

SPERLONGA(31.01. - 09.02.2003)Właśnie dokonywaliśmy w Geancie trudnego wyboru ilości makaronu i suszonych morel niezbędnych nam w południowych Włoszech gdy zadzwoniła komora.- W Ferentillo śnieg po kostki, przenosimy się do Sperlongi - poinformował mnie Kliki.- Oki, dzięki za info, w takim razie my też - stwierdziłem ze spokojem.Drogi w Grocie są klamiaste (przynajmniej do 7a+), ale wiele mi to nie pomaga po jesieni spędzonej na dwuruchowych bulderkach na ścianie. Już w trzeciej szufli mnie grzeje, w piątej rozgina, a łańcuchy wydają się być na Marsie. I tak już będzie do końca, na szczęście są resty. Pierwszy spędzamy w fantastycznej ulewie na Forum Romanum. Bóg jednak pilnuje swoich interesów, bo plac św. Piotra oglądamy już bez deszczu.Tylko gdzie to jest dokładnie? Precyzyjna rozpiska dotarcia na kamp w Ferentilo od Kowala nie pomoże mi znaleźć słynnej plaży nad morzem Tyrreńskim, miedzy Sperlongą a Gaetą - myślałem zmartwiony. Dwa tysiące kilometrów z niewiadomą metą...Mroźna pogoda i Julo sugerują, że przejazd przez przełęcz Brenner nie będzie dobrym pomysłem. Ruszamy więc znaną trasą na Hollental przez Cieszyn, Brno, Wiedeń. Dalej wyszukaną przez Tibiego w Sieci drogą z minimalną ilością płatnych autostrad, mniej więcej za 13 ojro. Jedziemy przez Udine, Mestre, Ravennę i docieramy na obwodnicę Rzymu. Końcówkę prowadzę już sam, reszta ekipy tnie komara po ponad dobie podróży non stop. Cicho brzęczą Gunsi, połykam kolejne kilometry via Appia. W Sperlondze zaczyna padać i końcowe poszukiwania "Ultima spiaggia" odbywają się w ulewie, utrudnione dodatkowo zniknięciem tablicy informacyjnej, na którą powołują się przewodniki. Dzięki uporowi śpię jednak w grocie a nie w samochodzie, w którym spędziłem prawie 30 godzin.Trzygodzinną drzemkę przerywa brzęk szpeju - młodzi napierają na okapy Grotta dell'Areonauta. Zbieramy się z Anią z kurzu i pyłu …

• • •
O wyjeździe do Sperlongi
12 stycznia 2013 21:00

Sperlonga 31.01. - 09.02.2003 W Polsce szaro, zimno i ponuro, do lata, zieleni, rozgrzanych słońcem skał jeszcze bardzo daleko. Trzeba było coś tym zrobić. Decyzja została podjęta - jedziemy do Włoch, cel: Ferentillo. Oglądane z niepokojem mapki pogodowe nie są zbyt optymistyczne, w dzień wyjazdu dostajemy wiadomość od znajomych, którzy wyjechali wcześniej: w Ferentillo spadł śnieg (pierwszy raz od 20 lat!) Co robić? Wszystko pozapinane na ostatni guzik- zrezygnować z wyjazdu? Nigdy!! Gdzieś musi być ciepło- a gdyby tak dalej na południe... Decyzja numer dwa podjęta: Sperlonga.Męcząca podróż trwała ponad dobę. Południe Włoch powitało nas palmami i - niestety, temperaturą +1 stopień, wiatrem i deszczem. W środku nocy szukamy właściwego …

• • •
Les Calangues
12 stycznia 2013 19:11

GROTTE DE L'OURS(19 XII 2002 - 8 I 2003)Jest 13 grudnia, niby normalny dzień, ale w głowach ludzi mojego pokolenia podświadomie, niczym strzały z nikąd, ukazują się obrazy i wspomnienia sprzed 21 lat. Zawsze ten dzień w mojej pamięci pozostanie jako ten inny, ten w którym po raz pierwszy widziałem setki czołgów, mozolnie posuwających się w jednostajnym ruchu pod moimi oknami. Dzień, którego z pamięci wykreślić się nie da.I na dodatek 13, myślę sobie, że to musi być klapa. Już na nic nie liczę, tylko przebrnąć przez to w jednym kawałku. Jak w każdy piątek idę na ściankę, na której dowiaduję się o wyjeździe do Francji i świątecznej promocji na …

• • •
Robokop Kanfor Atest Biznes w kadrze Satori Druk
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Polityka prywatności.