Dachstein

15 stycznia 2013 22:21

Sprawozdanie z wyjazdu wspinaczkowego do Dachsteinu

25 lipca 2011 - 04 sierpnia 2011

Na miejsce dotarliśmy 26.07.2011 rano. Z powodu nieporozumienia, nasi znajomi z ŁKW, z którymi się wybraliśmy, zamiast w Gosau, zostawili nas z drugiej strony masywu, za miejscowością Ramsau koło Dachsteinruhe (1122m n.p.m.). Przemieszczenie się do Gosau zajęłoby nam cały dodatkowy dzień, więc postanowiliśmy podejść przez grań główną. Podjechaliśmy autobusem do schroniska Bachlalm (1490m n.p.m.), co zaoszczędziło nam 4km spaceru i 350m przewyższenia. Dojście do Adamekhutte zajęło nam ok. 10h, gdyż musieliśmy podejść na przełęcz Windlegerscharte (2401m n.p.m.), zejść na drugą stronę masywu obejść Torstein i dojść do schroniska (całość zaznaczona poniżej na mapie, kolorem niebieskim - droga przebyta przez autobus, czerwonym - przez nasze nogi).



Niestety okazało się, że w dzień przed naszym przyjazdem w Dachsteinie spadł śnieg, w związku z czym warunki zastaliśmy lekko zimowe.





Następny dzień był jedynym naszym pogodnym dniem w Dachsteinie, choć według wszystkich prognoz "miało być coraz lepiej". W ramach poznania rejonu po odespaniu podejścia wybraliśmy się na 300m "Diagonale" (IV-V, wariant do szóstego wyciągu VI) na Hohe Schreiberwand (na poniższym schemacie nie zaznaczono przebiegu wariantu, informacje oraz schemat dostępne było w schronisku).





Następnego dnia postanowiliśmy spróbować swoich sił na drodze Der Schoene Hugo (większość wyciągów VI, VI+, najtrudniejszy: VII-).



Mimo niezbyt dobrej pogody i całonocnej ulewy wbiliśmy się w drogę. Po dwóch i poł wyciągach sytuacja chmurno-temperaturowa uległa znacznemu pogorszeniu. Wycofaliśmy się z końcówki trzeciego wyciągu z powodu mokrych chwytów i niepewnej pogody. Po południu była ulewa, a wieczorem grad.



Ponieważ doszły do nas niezbyt radosne informacje na temat pogody: "chmury nad całymi Alpami", a najbliższe wspinaczkowe miejsca, gdzie nie pada, niedaleko nas, to: "Hiszpania, Grecja, południowe Włochy", po dwóch dniach patrzenia na deszcz i ładowania w małej bulderowni, w której spaliśmy, postanowiliśmy wraz z naszymi towarzyszami niedoli z ŁKW (czyt. kierowcą i jego partnerką) przenieść się do Słowenii, gdzie miało "mniej padać i być trochę cieplej" (temperatura w Dachsteinie, na wysokości Adamka, czyli 2196m n.p.m., nie przekraczała 10oC, padało codziennie).

W sobotę 30.07.2011 w nocy dotarliśmy do Słowenii, do miejscowości Bovec, gdzie następnego dnia rano próbowaliśmy zdobyć jakiekolwiek informacje na temat wspinania. Następny nocleg spędziliśmy na kempingu w Trencie wykonując kolejne ruchy. Pogoda była zdecydowanie lepsza (ok. 25oC, bez deszczu), podeszliśmy więc do schroniska Pogacnikov Dom (2050m n.p.m.) zadowoleni z pięknej pogody i na miejscu zaczęliśmy rozpytywać o wspinanie w okolicy. Dowiedzieliśmy się, że dróg tu niewiele (ok. 10), raczej łatwe (jedna VI, reszta III-IV), raczej krótkie (głównie wspina się ekipa ze schroniska, a oni nie mają czasu), bardzo kruche (bardzo, bardzo) oraz, jeśli nie posiadamy haków to w ogóle możemy zapomnieć o jakiejkolwiek asekuracji. Na szczęście szefowa schroniska: Jerca Debeljak i jej partner Janez Kekec pożyczyli nam dwa młotki i pięć haków oraz poinformowali, gdzie warto, gdzie niewarto i że jak chcemy mniej krucho to pozostał nam Triglav (o którym w Polsce słyszałam, że mamy tam nie iść, bo kruszyzna straszna, i który był zaledwie 7h od naszego schroniska).


Pierwszego dnia wybraliśmy się na jedyną szóstkę w okolicy na Splevtę. Pomysł niezbyt trafny. Słabe zdjęcie z wyrysowaną drogą okazało się być dla nas niewystarczające. Nie jestem pewna, czy w ogóle wbiliśmy się w drogę. Po przeżywcowaniu 20m i niemożności wbicia jakiegokolwiek haka gdziekolwiek oraz z okazji nadciągających chmur postanowiliśmy wrócić do schroniska. Około południa zaczęło padać, popołudniu grzmiało, wieczorem znów deszcz.



Następnego dnia pogoda miała być taka sama (do południa ładnie, potem deszcz) więc zaryzykowaliśmy pójście na krótkie drogi (ok. 150m) niedaleko schroniska (30min) na Bovskim Gamsovcu. Efektem było powstanie nowej drogi: 160m, dwa wyciągi: II-III, dwa kolejne IV-V, a przy okazji konkursy na: rzucanie kamieniami w partnera, jak najsłabszą asekurację i kreatywność przy tworzeniu czegoś z niczego czyli budowanie stanowisk. Drogę nazwaliśmy "Three pitons" i szczęśliwi, że żyjemy wróciliśmy do schroniska.


Pomimo niezdecydowanej pogody po południu jeszcze raz wybraliśmy się na Gamsovec celem wyprostowania pewnej istniejącej drogi. Niestety, po dwóch wyciągach doprowadzających nas pod właściwe trudności, ponieważ wszystkie stanowiska były "na słowo honoru" i "możesz iść, tylko nie obciążaj liny!", po trzech moich próbach i dwóch Janusza zrezygnowaliśmy. Trudności wydawały nam się ok VII-, może VII, ale dwie pętle zahaczone o jakieś odpęknięte pipsztoki wydawały nam się zbyt słabym stanowiskiem do prób. Po przedyskutowaniu problemu schodząc dwa kolejne wyciągi i zjeżdżając 50m już o godzinie 21 znaleźliśmy się na piargu pod ścianą.



Reasumując: pomimo usilnych chęci, zmiany rejonu, prób w każdych warunkach, udało nam się przez cały wyjazd zrobić dwie drogi:
- Diagonale, IV-V, Stelle V+, wariant VI, 300m, Schreiberwand, Dachstein
- Three pitons (nowa droga), II-III, fragment IV-V, 160m, Bovski Gamsovec, Triglavski Narodni Park
Wyjazd był bardzo pouczający. Do Dachsteinu planujemy wrócić, prawdopodobnie na dłużej, a górskie wspinanie w tym roku chcemy dokończyć w Tatrach. Jak tylko się zrobi pogoda, oczywiście...



Olga Kosek
Janusz Cłapiński

Robokop Kanfor Atest Biznes w kadrze Satori Druk
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Polityka prywatności.