Wojaże po Alpach, 2002r
14 stycznia 2013 20:49

Jak dwójka 'meneli' spędziła wakacje 2002 rokuczyli opowiadanko z wyjazdu w Dolomity i Alpy Francuskiezespołu Maciek Fijałkowski ('Fijał'), Andrzej Lipka ('Al')Superdiretissima (IX) na Cima GrandeSiedzimy już na Frankenjurze ponad 1,5 tygodnia... Adam napiera jak dziki, ale widać, że dopiero się rozkręca. Ma niesamowitego spręża. A mnie z Fijałem coś tego właśnie brakuje. Ale co tu ukrywać? Błądzimy już myślami po ścianach 'troszkę' jednak większych - Alpy, Marmolada... Z drugiej strony jest i strach, jak sobie tam poradzimy jak już tu nas 'gnie'. Małe doświadczenie, ale duży zapał. Ale to drugie jest chyba najważniejsze. Siedząc na tyłkach nie zdobędziemy tego doświadczenia. Czekamy na Pawła, a dokładniej namiot i trochę naszego szpeju, które ma nam dowieźć. Wreszcie. Od razu decydujemy się na wyjazd. Jeszcze tylko dwie godzinki pakowania worów, krótkie pożegnania, wsiadamy do furaka Szafy i ruszamy... Do najbliższej stacji! I to nie po to by zatankować. Tak, 'menele' nie wożą się specjalnie - stop - kierunek Chamonix.Po niecałych 20 godzinach ląduje w 'Szamoniowie'. Wchodzę do centrum przewodników i Fijał właśnie też się tam pojawia. Mamy zgranie. Widoki mnie powalają. Ogrom tego wszystkiego mnie przeraża. Widoki lśniących w słońcu lodowców przytłaczają. Takich gór jeszcze nie widziałem. Jasne - Tatry, czy nawet Tre Cime w Dolomitach. Ale to zupełnie inna skala. Widzimy gdzie musimy się wdrapać. Cel jest 1000 m przewyższenia nad nami. To tzw. Plan. Tam chcemy wtachać (no bo przecież kolejka to równowartość tygodniowej diety!) wory i siebie. Ale, po zrobieniu zakupów żarcia, stwierdzamy że jednak się zakatujemy. Z bólem wyciągamy zaskórniaki i do kolejki. Widoki super, psycha też, bo słońce wciąż przyświeca. Na Planie znajdujemy super kolebę, nie wiedząc jeszcze że nieraz nas 'uratuje'. Jemy kolację, pakujemy się na jutro …

• • •
Gran Canaria
14 stycznia 2013 20:40

Przygody wspinaczkowe na Gran Canarii(03.2003-04.2003)To był jeden z tych mocno zakręconych, nieplanowanych wyjazdów:Zima, koniec lutego, urodziny Agi, impreza w domu trwa na całego, odbieram dzwoniący telefon:- Cześć, jest fucha - robota na wysokości.- Ooo, fajnie! A gdzie?- Na Kanarach.- Kiedy?- Wyjazd za 5 dni. Jedziesz?- Zastanowię się...To brzmi nierealnie, zwłaszcza kiedy cały świat na około wiruje. Ale po dwóch dniach trzeźwego myślenia już wiem - JADĘ!!! Kolejne dni upływają na przygotowaniach i załatwianiu tysiąca spraw przed wyjazdem. Buszuję też po necie w poszukiwaniu informacji o rejonach wspinaczkowych. Niestety na Gran Canarii można robić wszystko, ale jakoś o wspinaniu nikt nie wspomina. Na wszelki jednak wypadek wrzucam do plecaka buty i woreczek - może coś się znajdzie do załojenia.Po przylocie i pierwszym tygodniu pobytu właściwie wiem na pewno: mimo iż wyspa jest piękna i górzysta, to skał do wspinania tu raczej nie ma - sam piach, luźne kamory i kruszące się, zwietrzałe zbocza. Trochę mi smutno z tego powodu. Tyle czasu nie dotknę żadnej skały....Drugiej niedzieli, jedziemy naszym samochodem na wycieczkę po górach. Droga wiedzie wąskimi, krętymi serpentynami. Podziwiamy okolicę z okien. Wreszcie zatrzymujemy się przy punkcie widokowym. Miejsce jest bardzo ładne - widać tamę, za nią zieloną wodę, a pod …

• • •
Tarn
14 stycznia 2013 20:22

Tarn OpowiedzianyW tym roku na wiosenny rozruch ruszyliśmy na 3 tygodnie do Tarnu. Dlaczego tam? Bo bardzo tęskniliśmy za prawdziwym wspinaniem, piękną skałą i południowym słońcem. Bo wszyscy, którzy byli opowiadali, że naprawdę warto. Bo widzieliśmy śliczne zdjęcia. I może jeszcze zachęcił nas pewien artykuł przeczytany w rodzimym piśmie wspinaczkowym....Tarn - tam byliśmy"... Naszą mini wyprawę do Wąwozu Tarn zaczynamy w urokliwych miejscowościach takich jak Florac czy La Malene. Łatwo tu kupić przewodniki po Jonte i Tarn. Z miejscowych kafejek roztacza się widok na rzekę i kajakarzy...."Dziś moje urodziny, jedne z najważniejszych w życiu. Dzis PKP odbiera mi zniżkę na pociągi.... Rano chóralne "Sto lat" od "współspaczy" z parteru "Ambasady". …

• • •
Sperlonga oczami Makara
12 stycznia 2013 22:02

SPERLONGA(31.01. - 09.02.2003)Właśnie dokonywaliśmy w Geancie trudnego wyboru ilości makaronu i suszonych morel niezbędnych nam w południowych Włoszech gdy zadzwoniła komora.- W Ferentillo śnieg po kostki, przenosimy się do Sperlongi - poinformował mnie Kliki.- Oki, dzięki za info, w takim razie my też - stwierdziłem ze spokojem.Drogi w Grocie są klamiaste (przynajmniej do 7a+), ale wiele mi to nie pomaga po jesieni spędzonej na dwuruchowych bulderkach na ścianie. Już w trzeciej szufli mnie grzeje, w piątej rozgina, a łańcuchy wydają się być na Marsie. I tak już będzie do końca, na szczęście są resty. Pierwszy spędzamy w fantastycznej ulewie na Forum Romanum. Bóg jednak pilnuje swoich interesów, bo plac św. …

• • •
O wyjeździe do Sperlongi
12 stycznia 2013 21:00

Sperlonga 31.01. - 09.02.2003 W Polsce szaro, zimno i ponuro, do lata, zieleni, rozgrzanych słońcem skał jeszcze bardzo daleko. Trzeba było coś tym zrobić. Decyzja została podjęta - jedziemy do Włoch, cel: Ferentillo. Oglądane z niepokojem mapki pogodowe nie są zbyt optymistyczne, w dzień wyjazdu dostajemy wiadomość od znajomych, którzy wyjechali wcześniej: w Ferentillo spadł śnieg (pierwszy raz od 20 lat!) Co robić? Wszystko pozapinane na ostatni guzik- zrezygnować z wyjazdu? Nigdy!! Gdzieś musi być ciepło- a gdyby tak dalej na południe... Decyzja numer dwa podjęta: Sperlonga.Męcząca podróż trwała ponad dobę. Południe Włoch powitało nas palmami i - niestety, temperaturą +1 stopień, wiatrem i deszczem. W środku nocy szukamy właściwego parkingu, zejścia na plażę i skał. Po blisko dobie jazdy samochodem, w strugach deszczu i zimnym wietrze przeszywającym na wskroś, nie jest to łatwe. Każdy marzy o śnie, a w głowie pojawia się myśl, czy aby na pewno ten wyjazd, prawie 2000 km jazdy, miał sens... Ostatecznie poszukiwania zakończyły się sukcesem, które szczerze mówiąc przespałam. Co prawda odmówiłam kierowania załadowanym po dach "poldkiem", ale w zamian przez wiele godzin nawigowałam. Żadna siła nie była mnie w stanie wyciągnąć z autka - Makary, raczej średnio zadowolone (wcale się nie dziwię) podreptały …

• • •
Les Calangues
12 stycznia 2013 19:11

GROTTE DE L'OURS(19 XII 2002 - 8 I 2003)Jest 13 grudnia, niby normalny dzień, ale w głowach ludzi mojego pokolenia podświadomie, niczym strzały z nikąd, ukazują się obrazy i wspomnienia sprzed 21 lat. Zawsze ten dzień w mojej pamięci pozostanie jako ten inny, ten w którym po raz pierwszy widziałem setki czołgów, mozolnie posuwających się w jednostajnym ruchu pod moimi oknami. Dzień, którego z pamięci wykreślić się nie da.I na dodatek 13, myślę sobie, że to musi być klapa. Już na nic nie liczę, tylko przebrnąć przez to w jednym kawałku. Jak w każdy piątek idę na ściankę, na której dowiaduję się o wyjeździe do Francji i świątecznej promocji na przejazd Łódź - Lyon, i z powrotem. Uwaga!!! Cena biletu to jedyne 159 PLN, więc natychmiast się decyduję i już o niczym nie mogę myśleć, tylko o tonącej w słońcu Marsyllii, i tamtejszych "trudnościach" do pokonania.Czy w 1981 roku byłoby to wszystko możliwe, Zachód, wyjazd, słońce w środku zimy?!?!Skład ekspedycji to Marlena (Marta), Kloper (Mateusz), Fijał (Maciek), Sławek i ja. Wyjechaliśmy z Łodzi 19 grudnia o godzinie 14-tej. Podróż trwała 26 godzin i poza kilkoma wyskokami Fijała (toksyczne wiatry), podróż upłynęła nam w miłej atmosferze.Prawdziwe kłopoty miały się zacząć na miejscu, bo przecież dla tych co się nie orientują Marsylia od Lyonu jest oddalona o 350 km, a zasięg naszego biletu sięgał do Lyonu. Niestety nie było możliwości zrezygnowania z dalszej jazdy poza określonymi w planie podróży przystankami, aby pozostać na autostradzie i łapać "stopa". Ostatecznie po całodobowej podróży wysiedliśmy na świeże powietrze o godzinie 16-tej i zaraz udaliśmy się pod wiadukt (20 min drogi od dworca autobusowego) kontynuować dalszą podróż. Podzieliliśmy się na trzy grupy, byliśmy mile zaskoczeni życzliwością …

• • •
Grudniowy wyjazd w Tatry
10 stycznia 2013 00:09

Relacja z grudniowego wyjazdu w Tatry Grześka Kowalskiego i Pawła Grendy. Dwa teksty z tego samego dnia, opowiadające o zmaganiach na Kościelcu (6.12.2002)Zachodnia ściana KościelcaPrzejście zimowe 1 wyciągu Okapów + Sprężyna6 grudnia 2002Kinder(Grzesiek Kowalski)Kinder - Grzesiek KowalskiDrogi na Halę nie będę opisywał, powiem tylko jedno: Grendi dotaszczył się w adidaskach!!! (zima). Późnym popołudniem stoimy już przed Betlejemką, wszystko jest super, tylko dlaczego nie ma śniegu? No, ale nic, jakoś tam będzie.Dzień następny: czwarta rano z minutami, nieprzyjemny dźwięk budzików. Wstajemy, jemy, no i w drogę. Plecaki ciężkie jak cholera, ale jakoś idzie. Dwie godziny i już Karb, a tam troszkę śniegu. Wbijamy się w kaski i zasuwamy pod Okapy. Jest …

• • •
Robokop Kanfor Atest Biznes w kadrze Satori Druk
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Polityka prywatności.