Epizod IV - The Last Hope
25 stycznia 2017 22:31

Epizod IV – The Last Hopesezon 2016Ubiegły rok był dla mnie nie tylko zwieńczeniem ciężkiej pracy na panelu, ale przede wszystkim był rokiem wspinaczkowych „pierwszych razów”.Nie ma to jak rozwspinNa początku jednak skupię się na niezmiennych od kilku lat kierunkach wyjazdów – zatartej w weekendowej tradycji Jurze oraz zwykle leniwych Sokolikach.Zgodnie z kalendarzem AKG sezon rozpocząłem w niskich temperaturach Gór Sokolich, prowadząc flashem Mandelę VI.4+/5 i dosłownie ześlizgując się z przepięknego Monidła. Miałem więc kolejny powód, aby wrócić tam latem – jak się okazało – tym razem prosto w objęcia Heliosa. Udało mi się dokończyć Monidło i poprowadzić Primabalerinę VI.4. Niefortunnie, bo na skraju moich sił, które najwyraźniej wypociłem na słońcu i w przeddzień wyjazdu do Łodzi pojawiła się nadzieja na okno pogodowe (czyt.: temperatura poniżej 30 stopni i nadchodząca burza). W towarzystwie przemiłego trio z Jeleniej Góry i pojawiających się od czasu do czasu chłodnych podmuchów wiatru udało mi się oddać kilka dobrych wstawek w „coś trudniejszego”. Niestety, brak już sił i czasu nie pozostawił mi innego wyboru niż upomnieć się o swoje w nadchodzącym sezonie.Jak na leniwy wyjazd przystało...Na poletku beta-testów mocy każdego wspinacza nauczyłem się, jak mądrze i odpowiedzialnie wykorzystywać czas przeznaczony na odrabianie lekcji. Wszak to w pewien środowy wieczór padło moje najlepsze przejście na Jurze w stylu RP – Frankensymulator VI.5+/6. Czerwony punkcik zostawiłem w tym sezonie również pod kilkoma drogami o wycenie VI.5. Moją skuteczność poddałem próbie na Onyksie VI.5+, który dzięki współpracy z niezawodnym Szyną i jego patentom poddał się już w pierwszej próbie.Podczas prób na Sztuce latania VI.6Moje „pierwsze razy”Od wysoko wycenianych przejść w skałach bardziej cieszy mnie poznanie dotychczas obcych dla mnie rodzajów wspinania – wspinania wielowyciągowego oraz Deep Water Solo.Nigdy …

• • •
To był dobry rok
11 stycznia 2017 22:27

Ela i Mateusz Haładaj: To był dobry rok o sezonie AD 2016Zbliżający się koniec roku skłania do podsumowań, a więc spróbujemy w reporterskim skrócie przypomnieć, co się u nas działo. Już sam początek roku 2016 zapowiadał się bardzo wspinaczkowo – sylwestrową noc spędziliśmy w Margalefie w bardzo sportowym towarzystwie i niemniej sportowej atmosferze. Kolejne dwa tygodnie poświęcone były na rozpoznanie terenu sektora Laboratori przed marcowym szturmem. Ela wykazała natomiast dużą determinację w nieco większym sektorze – Santa Linya, gdzie wymagający ciąg tufek kilkakrotnie zrzucał ją pod samym łańcuchem. Efektem był za każdym razem dość spektakularny lot wzbudzający ciekawość miejscowej gawiedzi. Marzec to powtórka z rozrywki, ale w nieco mniej sportowej atmosferze i po kilku sesjach na panelu więcej. Dłuższy dzień, większa swoboda działania i mocniejsze dogięcie okazały się być dobrym sojusznikiem w realizacji wspinaczkowych celów. Ela z żelazną konsekwencją doszła do łańcucha Blomu 7c, pomijając jak zawsze dwie ostatnie wpinki, ja natomiast połączyłem w całość rozłożone na atomy ruchy drogi First Ley 9a+. Chyba mogę powiedzieć, że to moja nowa życiówka... Wakacje okazały się okresem mało wspinaczkowym. Każdy znalazł jakąś wymówkę. Mnie kontuzja palca wyeliminowała z gry na całe 4 miesiące. Ela nie mogła się niestety zmotywować do samodzielnego wspinania. …

• • •
"Byle co, byle gdzie"
16 listopada 2016 19:16

Piotr Żuchowski: "Byle co, byle gdzie" (Frankenjura i Hiszpania VII/VIII 2016) Jak jesteś w Hiszpanii i nie widzisz skał, to obejrzyj się w drugą stronę. Jeśli nadal nie widzisz skał, to po prostu otwórz oczy. (chyba Pratchett)Okoliczności sesji III roku zmusiły mnie do planowania sezonu w sposób niezobowiązujący, co wywołało lekkie zgrzytanie zębami Komisji Sportowej. Podobnie jak Szanowna Komisja, liczę na to, że w nadchodzącym roku jakaś droga – wzorem sezonu ubiegłego – zatrzyma mnie na sto, a może i więcej prób, bym w podaniu mógł umieścić jakiś konkretny i ambitny cel. Tak więc ogólny kierunek był jeden – Hiszpania, ze wskazaniem na Asturię. Domowa biblioteczka wzbogaciła się zatem o …

• • •
Dzień
26 września 2016 18:04

Dzień Są dni krótkie, szare i podobne do siebie. Są dni długie niczym całe lata, barwne i przeładowane emocją. Są chwile, których za chwilę już nie ma i chwile, które trwają całą wieczność. Czas kurczy się i wydłuża, a tylko cenzura nakładana na naszą świadomość każe wierzyć, że każda doba trwa tyle samo. Siódmy dzień pod Aiguille du Midi właśnie się zaczął. Budzik w komórce, ubrać się, zagotować wodę, suchary z dżemem, kawa, ubrać się dalej – codzienna akrobatyka na minimalnej przestrzeni dwuosobowego namiotu. Wychodzimy na zewnątrz, standardowa gadka o pogodzie: że dziś musi wytrzymać, że wreszcie się wespniemy. Sam nie wiem, czy jeszcze w to wierzę, ale nie psuję …

• • •
Ferie Kuby Korzeniowskiego
24 września 2016 20:07

Kuba Korzeniowski: ferie zimowe 2016 w Hiszpanii Tegoroczne ferie zimowe postanowiłem spędzić w towarzystwie Basi i Tomka i ich pomarańczowego "Mystery Machine". Nie tylko ekipa, ale również oba hiszpańskie rejony, w których się wspinaliśmy były dobrym wyborem na pierwszy wyjazd po zimie. Najpierw w Chulilli, a następnie w Bellus za cele obieraliśmy drogi od 6a do 7a. Taki dobór trudności pozwolił mi na swobodne wspinanie się on sight, a co za tym idzie porządny "rozwspin". Przez dwa dni spędzone w Chulilli najbardziej urzekła mnie ok. 30-metrowa 7a prowadząca zacięciem do trawersu podchwytami, żeby w końcu móc delektować pionowym wyjściem do łańcucha. Wysoka dla Tomka cyfra nie odstraszyła go od spróbowania swoich sił w nowej formacji.Dwa dni później byliśmy już w Bellus i atakowaliśmy tamtejsze szóstki od a do c. Na pierwszy rzut oka podziurawione i niskie skały bardziej przypominały naszą Jurę niż znaną mi ze zdjęć Hiszpanię. Jak się okazało, nie było to przeszkodą w znalezieniu naprawdę fajnych dróg. Kierując się gwiazdkami w przewodniku trafiłem na zdecydowanie najciekawszą propozycję rejonu – Mutante. 25 metrów tej "ósemki a" było podzielonych na dwie części – młodzieżowe przewieszenie oraz techniczny pion. Ponieważ nigdy wcześniej nie spotkałem takiego ruchu w skałach, najbardziej spodobał mi …

• • •
Trip po Hiszpanii
3 maja 2016 19:07

Basia Markiewicz-Marko i Tomek Modranka: trip po Hiszpanii 2015/2016Rok 2015 był dla mnie i dla Tomka rokiem przełomowym. Pod względem wspinania można powiedzieć, że osiągnęliśmy progres godny Herkulesa – od zera do bohatera. I choć ku niezadowoleniu niektórych nie zrobiliśmy "cyfry", jesteśmy bardzo zadowoleni z poziomu, jaki udało nam się osiągnąć. Mam nadzieję, że ta relacja podniesie na duchu tych, którzy nie do końca wierzą w swoje możliwości i pokaże, że wspinanie może dać mnóstwo radości na każdym poziomie, a cyfra sama przychodzi z czasem.Pierwszym spotem, który odwiedziliśmy był Margalef, miejsce znane chyba każdemu. Po rocznej przerwie od skał i paromiesięcznej przerwie od panelu, zaatakowaliśmy okoliczne piątki. I pewnie odparchacilibyśmy wszystkie połogi, gdyby pewnego wieczoru nie odwiedził nas pan z cennikiem za parking. Nie po to przecież kupiliśmy T4 żeby płacić za noclegi.Skrobaliśmy się po głowach, pytaliśmy, szukaliśmy miejsca na kolejny przystanek. Padło na Chulillę, bo Siurana ponoć trudna. Choć po drodze o mały włos nie zamieniliśmy liny na crashpad w Albarracin, to w końcu stanęliśmy przed ogromnymi pomarańczowymi ścianami licząc na jakieś łatwe 2-3 wyciągowe drogi. Okazało się, że te "wielowyciągi" to 40-metrowe drogi, na których nasza pocięta lina 70 nijak się nie kalkulowała. Znaleźliśmy jednak parę krótszych dróg, udało nam się nawet umęczyć jakąś 6b, co wtedy było dla nas dużym osiągnięciem.W ostatnim dniu wybraliśmy się z poznanym na miejscu Francuzem do kanionu, na sektor Oasis i zrozumieliśmy ogrom i fenomen Chulilli. Sam sektor Oasis jako jedyny ma parę dróg rozgrzewkowych 6a-6c, na prawo od niego jest ogroma, czarna ściana sektoru Chorreras, ("chorreras" to po hiszpańsku "tufy") na lewo zaś jest lekko przewieszony sektor El Balcon, obydwa raczej dla ósemkowiczów. My na Oasis spróbowaliśmy na wędkę kilka 6c+ …

• • •
Kirgizja
6 lutego 2016 17:32

Kirgizja - Karawaszyn - Dolina Kara-Su - sprawozdanie z wyprawy AKG w 2015 r.Wyprawa Akademickiego Klubu Górskiego do Doliny Kara-Su (Kirgizja, Karawaszyn) Skład: Paweł Pustelnik, Łukasz Mirowski, Paweł Wojdyga (wszyscy AKG Łódź) 17.07.2015 – 16.08.2015 Sprawozdanie kierownika wyprawy 1. Dojazd Wyruszyliśmy 17 lipca z Warszawy. Samolotem, przez Istambuł dostaliśmy się do Osz w Kirgistanie. Tam dokonaliśmy zakupów żywnościowych i rano 19 lipca ruszyliśmy wynajętym samochodem w trasę do Ozgorusz, skąd zaczyna się 3-dniowy trekking do bazy (z powodu zerwania mostów na rzece Karawaszyn nie jest obecnie możliwe dostanie się w ten rejon szybszą, 1-dniową trasą od strony wioski Woruch). 20 lipca, po załadowaniu 180 kg bagażu na trzy wynajęte konie, …

• • •
Ela i Mateusz - podsumowanie
6 lutego 2016 14:36

Ela i Mateusz Haładajowie: Podsumowanie sezonu 2015 Miniony rok dostarczył nam wielu pozytywnych wrażeń, nie tylko na polu wspinaczkowych aktywności. Aby łatwiej było nam się odnajdywać w wirtualnej rzeczywistości i nie przysparzać czytelnikom klubowej strony WWW komplikacji, postanowiliśmy zacząć wreszcie używać jednego nazwiska.Wracając jednak do porządku chronologicznego należałoby wspomnieć, że w maju, po długiej hiszpańskiej manianie nastąpił przełom w postaci przejścia pewnej długiej i stromej trasy na znanym zboczu skalnym. Mowa o śmiesznie brzmiącej i niepozornej drodze Papichulo, która wyznaczyła nowy maksymalny poziom w moim kajecie, a przy okazji stała się także najtrudniejszym przejściem Polaków w ogóle.Lato miało być okresem odprężenia i spijania drinków z parasolkami – miało być dobrze, …

• • •
Robokop Kanfor Atest Biznes w kadrze Satori Druk
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Polityka prywatności.